2018 koniec

2018 – jebać go. Ważne co przyniesie 2019, ma zapowiada się w chuj interesujący. Do tego stopnia interesujący, że może za parę miesięcy będę wkurwiał się na upał i rzesze zjebanych turystów z całego świata, którzy postanowili odwiedzić ciepłe kraje.  Nie powiem, żebym szalał z radości, coś i jak się wydarzy jest uzależnione w głównej mierze ode mnie. Nie  mówię tu o ezoterycznych tematach typu, „ty dokonujesz wyborów” itp.

Coś się zepsuło na ogłoszeniach, obszedłem to ale nie naprawiłem. Wykorzystałem inne rozwiązanie. Źle mi z tym, lubię naprawić jak coś się zjebie, niestety php znam po łebkach a czas goni. A chuj, mam chwilę przed wyjściem z moją na sylwka, zobaczę co da się zrobić 🙂

Jakby co to dobrego 2019 roku

 

Czwartek.. praca

No proszę i już czwartek. Kolejny piękny naznaczony śniegiem dzień w pracy. Wczoraj na przemian z nudą walczyłem z paletami na dworze (układanie itp), sam się zgłosiłem, bo już mnie nuda doprowadzała do szału. Przy okazji pod koniec dnia pracy dowiedziałem się od współpracowników o faktycznej sytuacji zakładu w którym pracuję. Nie byłem specjalnie zdziwiony 🙂

Chujowe jest to, że w Polsce nadal pokutuje „trzepanie” dużej ilości nadgodzin, żeby mieć jako takie pieniądze. Pożniej kiedy pytasz jednego z drugim ile zarabia to ci śpiewa że ma 4 tys, jasne ale w tym, 100 nadgodzin 🙂

Wczoraj też miałem kolejne choć tym razem poważniejsze spięcie z moją dziewczyną. Chujowo się dzieje miedzy nami, i to w 90% z mojej winy. Zdecydowanie moja postawa wymaga zmian, choć to za słabe słowo, wymaga pierdolonej rewolucji, zmiany paradygmatu, przebiegunowania. Tak dalej być nie może, doprowadzi to do czegoś bardzo niefajnego.

Projekt póki co leży, liczę na to, że w święta nadrobię a może nawet skończę i uruchomię 🙂

Poniedziałek praca

4 h latania i załatwiania ciuchów roboczych. Kolejne 4 h oklejanie czegoś co trzeba było najpierw wyszukać na półkach. Generalnie, nuda. Podczas powrotu do domu, na jebanej ścieżce (bo się kurwa komuś nie chciało chodnika zrobić), skręciłem i tak chorą już kostkę. 

Żeby nie było za łatwo, to moja dziewczyna tak mnie wkurwia, że mam ochotę ja zostawić. Co za durna cipa ech. Jednak niektórzy muszą uczyć się na własnych błędach najmniej 5 razy.

Jutro kolejny dzień, miejmy nadziej, że mniej nudny od dzisiejszego. No tylko bez hardcore 🙂 Tego też nie lubię. 

Pokolenie lat 90-tych

Mam wrażenie, że ludzie urodzeni w połowie lat 90-tych, to z jednej strony bystrzachy a z drugiej kompletni debile. Z przewagą debili. Rzecz bardzo widoczna u kobiet urodzonych w tych latach. 

Druga myśl jak mnie dziś naszła (choć akurat ta, pojawia się średnio za każdym razem kiedy mam styczność ze studentką lub studentem, i co grosza z wykładowcami). Jak  kurwa przeszliście przez szkołę średnią, studia, a nie potraficie powiedzieć poprawnie po polsku włączyłem, wziąć kurwa a nie wziąść. O gramatyce języka polskiego nie wspomnę. 

Plusem są ładne kobiety urodzone w połowie tego okresu, z reguły ładne i raczej szczupłe. Dobrze, że ludzie z tego pokolenia mają jako taką wiedzę jak ogarnąć sprawy przyziemne. Sprawami przyziemnymi są choćby zatelefonowanie i umówienie się na wizytę do lekarza. Coś czego pokolenie dzisiejszych 13-14 latków nie potrafi zrobić. Tak wiem, że generalizuje i wiem, że istnieją wyjątki. Przyznam, że bardzo długo miałem małą fobię przed telefonowaniem do obcych ludzi. 

Z przerażeniem patrzę na to co to będzie kiedy obecne 24 latki będą mieć własne dzieci. Tak wiem, że część już ma i zgroza mnie bierze kiedy widzę te typowe MADKI, rodem z memów. MADKI z magistrem w ręku, które jedyne co potrafią krzyczeć więcej, więcej, bo mi się należy. 

A i co do kobiet, nie wiem jak to jest teraz ale nie było łatwiejszych dziewczyn, niż te urodzone w połowie lat 90-tych, ciężko się dziwić skoro większość z nich podczas studiowania spędzała czas na imprezach 🙂